Konrad Świeży

Nazywam się Konrad. Urodziłem się w rodzinie, która przypominała większość polskich, katolickich domów. Mama pilnowała naszego (mojego i siostry) katolickiego wychowania, co wiązało się z „przymuszaniem” nas do uczestniczenia w niedzielnych Mszach, wieczornych modlitwach, które pozbawione jednak były serca i choćby odrobiny zainteresowania z naszej strony.
Przełom nastąpił w roku 1990. Doświadczyłem wtedy, powiedziałbym, mistycznego spotkania z Bogiem. To osobiste doświadczenie, totalnie odmieniło moje życie, przestawiło priorytety, ustawiło mnie na ścieżce podążania za Jezusem. Stałem się niczym uczeń, który porzuca sieci rybackie, zostawia dom i chce naśladować Mistrza.
W konsekwencji tamtych chwil, moim postanowieniem stało się podążanie za Jezusem, a na miarę ówczesnych wyobrażeń, jedynym rozwiązaniem, jakie dostrzegałem, było poświęcenie swojego życia w murach klasztornych.
Brzmi srogo, lecz czas spędzony w Zakonie Franciszkanów, był w rzeczywistości pięknym okresem poznawania Jezusa, czytania Jego Słowa, doświadczania pierwszych kroków w moim chodzeniu za Mistrzem.
Miałem czas. Czytałem, modliłem się, zachwycałem Bogiem. Zgłębiałem Biblię. Przeczytałem ją raz, drugi, trzeci..
Coś było nie tak..
Zaczęły się pojawiać pytania bez odpowiedzi. A w zasadzie to nie wiedziałem, gdzie ich szukać. Czy Biblia ma być dla mnie ich źródłem? Byłem przecież uczony czego innego. Dostrzegałem rozbieżności.
Nie znalazłem w całej Biblii słowa „czyściec”, a tak często mówiono o nim w klasztorze. Czytałem w niej o biskupie, który powinien być mężem żony. Cóż za odmienna rzeczywistość?! Poznawałem zbawienie z wiary, a nie w konsekwencji dobrych uczynków, lecz widziałem katolików obawiających się o to, czy ich uczynki wystarczą, by nie trafić do piekła.
Kogo miałem słuchać? Biblię, czy Magisterium Kościoła, którego nauka w tylu istotnych kwestiach odbiegała od prawdy Słowa Bożego, trzymając ludzi w strachu przed potępieniem, z dala od bezwarunkowej miłości Ojca?
Relacja z Bogiem przepełniała moje serce miłością, pokojem i pewnością. Pewnością, że Tato, który jest w niebie, jest wierny w swoich uczuciach wobec mnie. Niczego się nie bałem. Byłem najszczęśliwszym zakonnikiem na ziemi.
Zszedłem na dół, do kościoła. Trwało nabożeństwo maryjne. Jedna z pieśni, brzmiała przerażająco! W refrenie ludzie śpiewali: „Szczęśliwy, kto się do matki uciecze, kiedy Ojciec rozgniewany rózgą siecze”. Nie mogłem tego śpiewać! Te słowa, które wychwalały miłość matki (czyli Maryi), a stawiały Boga Ojca w roli kata, powodowały we mnie wzburzenie. To nie był mój Tato – najdroższy Bóg, który objawiał mi cały czas swoją miłość. Za każdym razem, kiedy śpiewano tę pieśń, zamykałem usta, lecz w głowie kłębiły się myśli: „Czy będę w stanie być w przyszłości księdzem, którego obowiązkiem będzie prowadzenie podobnych temu nabożeństw?”.
Nie, nie byłem w stanie zgodzić się na to. Wewnętrzny konflikt narastał. Oddalałem się.
Po dwóch latach pobytu w Postulacie i Nowicjacie, złożyłem śluby czasowe i trafiłem do zakonnego seminarium. Tam jednak bardzo szybko zorientowałem się, że moje wybory, by słuchać prawdy Biblii i tylko jej, oddaliły mnie nie tylko od życia zakonnego, lecz także od Kościoła Katolickiego. Postanowiłem odejść…
Dziś jestem mężem i tatą, lecz przede wszystkim synem; synem Ojca w niebie.
Moje powołanie by chodzić za Jezusem, zabrałem ze sobą, odchodząc z klasztoru. Kocham Boga i służę Mu, jak tylko mogę i gdzie tylko mogę.
Protestanckie hasło: „Sola Scriptura”, czyli „Tylko Pismo”, tylko prawda biblijna, jako jedyne źródło objawionej wiedzy o Bogu i kanał Jego przemawiania do nas, towarzyszy mi nieprzerwanie od tamtych lat.
Bóg mówi poprzez Pismo Święte. Czytaj je! To nie jest zwykła książka.

Related Posts